Urodziny kpt. Adama Woźniaka

kpt. Adam WoźniakW dniu 22.03.2014 (sobota) o godz. 17:00 w świetlicy klubu odbędzie się impreza z okazji 70 urodzin kpt. Adama Wożniaka.

Serdecznie zapraszamy!

Krótki rys historyczny na podstawie wywiadu kpt. Jerzego Kulińskiego z kpt. Adamem Woźniakiem.

Urodzony 21 marca 1944r. Jak mówi o sobie, „prawie Kaszeba”. Już w szóstej klasie rzucił palenie, żeby zapisać się do harcerstwa i dzięki niemu w 1960r. zabrano go w rejs morski na starej „Iskrze”. Był najmłodszy i „nowy” w tym środowisku ale jego przewagą nad innymi było to, że nie cierpiał na chorobę morską. Od tej pory starał się żeglować, na czym tylko się dało. Nawet na „Omedze” z masztem od … kajaka. W 1964r. zapisał się do Stali i jest jej wierny do dziś, od 2005r. jako Członek Honorowy. Cztery sezony w klasie „One Tone”, później w III IOR dały mu 2 srebrne i 2 brązowe medale Morskich Żeglarskich Mistrzostw Polski. W 1979 nabrał pesymistycznych przeczuć, co do przyszłości naszych „dużych morskich” i przesiadł do „QT” czyli na Dufoura 24, o pięknej nazwie „Mistral”, na której żegluje do dziś. Na „Mistralu” w latach 1981 oraz 1989 zdobył złoto w klasie „C-24”. W międzyczasie udzielał się społecznie jako prezes Związku Klasy Narodowej „C-24” oraz Morskiej Komisji Sportowej PZŻ. Na studiach geograficznych na gdańskiej WSP był wzorowym studentem. Ustanowione wówczas nagrody „Czerwonej Róży” były dla niego chlebem powszednim. Także stypendium naukowe. Wyglądało na to, że zostanie „uczonym”. Został nauczycielem geografii na wsi żuławskiej. Wytrzymał tam całe 3 lata. W 1969 był już kierownikiem Stali. Stanowisko Komandora klubu też nie jest mu obce. Nawet nie podejrzewał wkroczenia na nową drogę życia. Okazało się nią szkolenie żeglarzy, czym zajmuje się do dziś. Szkolił w „Stali”. Później w CWM ZHP. Aby szkolić na co raz wyższe stopnie – sam musiał wspinać się po długiej drabinie. Nie szło po maśle – 5 kolejnych stopni pokonał w 8 podejściach. Przekonał się, że po oblanym egzaminie się nie umiera a z krwią na zębach jest mu do twarzy. Podczas tych egzaminów niejednokrotnie dochodziło do sytuacji śmiesznych. Tak egzaminował go pewien j.kpt.ż.w., którego poprzednio męczył na egzaminie na sternika morskiego. Do egzaminu na jachtowego kapitana żeglugi przystąpił, jak sam mówi, z czystej próżności. Był pracownikiem naukowym AWF. Oprócz pracy ze studentami (a szczególnie ochoczo ze studentkami) zaczął badania naukowe. Zajmował się analizą statystyczną poważniejszych wypadków morskich.

Top
[sg_popup id=1]